Metamorfoza Nany

14 Sty
0
0

NANA
Jesień, zimno, ciemno, szaruga. Dostajemy zgłoszenie. Rozpaczliwe, niepokojące. Po Górze Kalwarii błąka się sunia, która straciła kochający dom. Jej właścicielka zmarła, a pan wylądował w szpitalu dla psychicznie chorych. Psina trafiła na ulicę. Po 2 latach bezdomności jest na granicy życia i śmierci. Jedziemy. To, co zastajemy na miejscu wyciska nam łzy z oczu.
Biedna, zalękniona, łysa, wycieńczona, zagłodzona psina, która kiedyś z pewnością była w typie owczarka. Była, bo teraz wygląda jak cień. Boki zapadnięte, można policzyć kości, wystające spod pozbawionej sierści, bardzo chorej skóry. Gasnące oczy zwierzęcia i wyzierająca z każdego jego ruchu bezsilność.
Nie możemy zrozumieć jak to możliwe, że rodzina i sąsiedzi właścicieli Nany – bo takie daliśmy jej imię – pozwolili, żeby wychowany w domu psiak wylądował na ulicy. Jak mogli udawać, że nie widzą jej dramatu?! Biedna koczowała pod blokiem, tułała się po bardzo dobrze sobie znanych terenach. Nie mogła zrozumieć, że już nie ma wstępu do tego bezpiecznego miejsca! Bezdomność to wyrok i Nana również została skazana. Pierwsze dopadły ją głód i zimno. Potem okazało się, że ludzie, którzy do niedawna witali ją podczas spacerów z panią, już nie są jej przyjaciółmi. Najpierw odwracali od niej wzrok, a kiedy zachorowała, zaczęli ją przepędzać, obrzucać kamieniami.
Nana straciła sierść, goła skóra poddała się grzybicy i innym schorzeniom, skrajne niedożywienie pozbawiło ją sił. Organizm już się nie bronił. Ona sama również. Samotna, przerażona, opuszczona, znienawidzona przez tych, którym ufała, skazana na beznadziejną tułaczkę…
W końcu zauważyła ją pewna starsza pani. Dokarmiała i zaczęła szukać pomocy dla umierającej suni.
Znalazła nas.
Poddaliśmy Nanę długiemu, kosztownemu leczeniu. Dzięki wpłatom dobrych ludzi, których los suni poruszył do głębi. Grzybica, świerzb, operacja usunięcia listwy mlecznej, obciążonej wielkimi guzami. Stan 4 letniej biedy był tragiczny.
W lecznicy Nana otrzymała pomoc i miłość. Pierwsze zmiany w jej zachowaniu można było dostrzec już po kilku dniach. Suńka okazała się ciekawska i radosna. Uparcie domagała się pieszczot. Energiczna, ruchliwa, ufna, absolutnie cudowna!
Skóra wyglądała coraz lepiej. Zaczęła odrastać sierść. Panna zachwyciła nas swoją urodą i urzekającym błyskiem w oku.
Niestety okazało się, że wycięte guzy są złośliwe. Dziewczynce nie zostało wiele czasu, ale resztę życia spędzi pośród kochających ludzi. Tak! Pomimo śmiertelnej choroby Nana została adoptowana i dziś szczęśliwa wyleguje się w cieple, na swojej kanapie.
Warto było walczyć. Choćby po to, żeby ta cudna psina po zafundowanym jej koszmarze mogła doświadczyć bezpieczeństwa i uczucia tych, którzy z dumą mogą się nazwać jej „braćmi większymi”.
Kochamy Cię Nana!

Metamorfoza Nany

Kategoria metamorfozy

Top